czwartek, 6 lutego 2014

Zawiesić bloga ???

Nie mam pomysłów na dalsze rozdziały i szczerze mówiąc wydaje mi się, że to opowiadanie jest nudne... Nawet bohaterowie są pospolici, nie ma w nich nic ciekawego...
Poza tym mam pomysł na inną historię. O wilkołakach. I teraz tylko to chodzi mi po głowie. Mam nawet już napisany prolog, ale nie założyłam jeszcze bloga. Gdy już go założę to podam link w "Zdradzie" (moim drugim blogu). Mam nadzieję, że was aż tak mocno nie zawiodłam. Przykro mi.
Mam również nadzieję, że będziecie mnie dalej wspierać w " Zdradzie" i w nowym blogu.
Aha i jeszcze jedno. Za żadne skarby nie mogę wymyślić nazwy na nowego bloga. Czy moglibyście mi pomóc ją wymyślić?
A oto takie wprowadzenie dla was:
Bryn i jej przyjaciółka są uważane w szkole za dziwadła, ponieważ widzą świat inaczej,a mianowicie wierzą w istoty ponad naturalne tj.wampiry i wilkołaki. Pewnego razu przyjaciółka Bryn znajduje w internecie stronę, na której są wszystkie sposoby na to by stać się wilkokrwistym. Zgadnijcie jak potoczą się ich losy.
Wszystkie nazwy, które ja wymyśliłam, nie pasują mi do tego opowiadania. Mówię z góry, że każdą propozycję rozważę (mogą być też w innym języku, ale podajcie wtedy tłumaczenie)
Z góry wielkie dzięki i przepraszam, że poległam w tej historii.

czwartek, 16 stycznia 2014

XII

   Gdy przenosili mnie z powrotem do pokoju byłam w pełni świadomości. Myślałam, że po takim bólu padnę jak zabita, ale nic się ze mną takiego nie działo. Czułam tylko jakbym przez cały dzień była na siłowni. Wszystkie mięśnie mnie bolały. Z jednej strony byłam zdziwiona, że zanieśli mnie do pokoju, ale z drugiej cieszyłam się, że nie muszę znów leżeć na twardym łóżku szpitalnym. Ciekawe jak czuł się Dominik, gdy Kevin skręcał mu kark. Odkąd wstałam tylko raz pomyślałam o nim. Miałam teraz wyrzuty sumienia. Tak w zasadzie to do teraz nie wiem czy coś do niego czułam czy nie. Może to było tylko zauroczenie? Nie wiedziałam co o tym myśleć. Co prawda za dobrze go nie znałam. Nie wiedziałam co lubił, czego nienawidził, czy miał jakieś alergie… Na początku zachowywał się jak dzieciak, ale później się zmienił. Nie wiem, ale miałam takie dziwne wrażenie, że ukrywa się za kamienną maską, nie chce okazywać uczuć. Moim zdaniem jego „przemiana” nastąpiła za szybko. Ludzie tak z dnia na dzień się nie zmieniają. Co prawda my nie jesteśmy ludźmi, ale fakt to fakt. Powiedziałam do niego, że między nami zaiskrzyło tylko dlatego, że było mi go żal. Biedak myślał tygodniami czy coś do mnie czuje czy nie i w końcu odważył się zapytać. Nie mogłam mu odmówić. Chociaż z drugiej strony wszystkie dziewczyny za nim latały, więc jakaś na pewno by go pocieszyła. Tak. Przemyślałam to i myślę, że nic do niego nie czułam. A ta sytuacja w jaskini… Byliśmy zbyt blisko siebie i to tyle.
   Nagle do pokoju weszła szczupła kobieta w krwistoczerwonej sukni. Alex rozmawiał z nią, kiedy zanosił mnie do pokoju. Tak, to z pewnością była ona. Miała około dwadzieścia lat. Spojrzała na mnie ciepłym spojrzeniem i od razu humor ociupinkę mi się poprawił. Pomarańczowy odcień jej oczu sprawiał, że człowiek zapominał o wszystkich dołujących problemach. Miała długie, grube blond włosy, które opadały niczym szaty na jej nagich plecach. Jej czerwone usta wykrzywiły się w przyjaznym uśmiechu. Podeszła do mojego różowego łóżka. Dopiero teraz zobaczyłam jaka jest wysoka. Z daleka można byłoby powiedzieć, że to patyk owinięty czerwonym materiałem. Usiadła na krześle. Domyśliłam się, że kiedyś była tancerką, ponieważ zrobiła to z takim wdziękiem, jakby była piórkiem, a nie wampirem. Założyła nogę na nogę, a ja spostrzegłam czerwone balerinki na jej smukłych stopach.
   - Witaj w mojej szkole Zuzanno – odezwała się pierwsza. – Bardzo się cieszę, że w końcu tutaj dotarłaś. Czekałam na ciebie od wieków.
   - To Pani wiedziała, że tu przybędę od kilku setek lat? Jak to możliwe?
   - Nie mów do mnie „pani”, tylko Lilith. Tak wiedziałam – uśmiechnęła się szczerze. – Mamy tu coś w stylu wyroczni, która przepowiada przyszłość malując obrazy. Na jednym z nich była dziewczyna, która trzymała w rękach „Miecze Endu”. Tylko swietocze mają prawo je trzymać – tłumaczyła.
   - Co to są te „Miecze Endu”? – Zapytałam. Usiadłam ostrożnie na łóżku, jakby ból miał za chwilę powrócić.
   - Są to miecze wykonane z czystego rodu. Zaczarowane miecze. Zabiją każde stworzenie istniejące w naszej galaktyce. Od zombie, aż po różnego rodzaju duchy. Wbijesz komuś takie coś w serce i po pięciu sekundach traci życie. Te miecze wykuto i zaczarowano na polecenie największej ze swietocz, Azary. Przed śmiercią ukryła je na jednej z wysp Florydy. Może znaleźć je tylko inna swietocza. I jesteś nią właśnie ty.
   - Uwierzyłam już we wiele rzeczy, ale to przekracza granice rozumu… - na serio mnie zaskoczyła.
   - Tak, nasz świat jest bardzo skomplikowany – westchnęła. – Pewnie ciekawi cię twój nagły atak? Już ci wszystko tłumaczę. Pewnie niewiele wiesz o swietoczach i innych stworach. W życiu każdego wampira, wilkołaka czy swietoczy jest taki okres, który pospolicie nazywamy „rozkwitem”. W przypadku wampira, zaczyna mieć ochotę na krew, wyrastają mu kły, które oczywiście może schować. Wilkołaki przechodzą wtedy pierwszą przemianę, a swietocze… To jest trochę bardziej skomplikowane. Są trzy etapy „rozkwitu” takiej osoby. Pierwszy to właśnie ból w klatce piersiowej oraz powiększenie się kłów.
   Słysząc to od razu dotknęłam palcem zębów, aby sprawdzić czy nadal mają przerażający rozmiar.
   - Nie martw się. Możesz chować swoje kły tak samo jak wampiry. Drugim etapem jest wyolbrzymianie emocji. Jeśli jesteś smutna to czujesz się dziesięć razy gorzej niż zwykle, a jeśli jesteś wesoła, to masz uczucie jakbyś właśnie się naćpała. Trzecim i najgorszym etapem jest zabójstwo. Zabijesz bez najmniejszych skrupułów pierwszego człowieka jakiego spotkasz na swej drodze. Wyssiesz mu krew po czym twój rozkwit się zakończy i będziesz stu procentową swietoczą.
   - Zabiję człowieka?! Ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła! – wybuchłam.
   - Twój instynkt zwierzęcy będzie panował nad ciałem i nie będziesz się wtedy zastanawiać co dobre a co złe. Będziesz robiła to co każda swietocza w trzecim etapie „rozkwitu”.
   Gdy doszłam do siebie Dean zaprowadził mnie na lekcje. Mówiłam mu, że jestem już dużą dziewczynką i że sama mogę iść, ale on był uparty. Na szczęście okazało się, że przydzielili mnie do tej samej klasy co Mar. Niestety nigdzie nie widziałam Alexandra. Po lekcjach poszłyśmy z przyjaciółką na stołówkę, a ja musiałam rozpocząć niemiłą rozmowę.
   - Dlaczego nie reagowaliście, gdy pochwycili Dominika?
   Jak usłyszała to pytanie od razu mina jej zrzedła i spuściła wzrok.
   - Odpowiesz mi czy nie?
   - Grozili nam! – podniosła głos. – Nie chciałam, aby znów coś się stało Allanowi – spojrzała na niego. – I tak mnie nieźle wystraszył, gdy był ranny.
   - To nie zmienia faktu, że nawet nie uroniłaś jednej łzy… Nic – spojrzałam na talerz z frytkami.
   - Zuza…
   - On był naszym przyjacielem Mar! – wybuchłam. – Zresztą, co cię to obchodzi. - Wstałam, wzięłam plecak z książkami, który wcześniej dostałam od Deana i oburzona wyszłam ze stołówki. Nawet za mną nie poszła.
   Po drodze do pokoju przypadkiem wpadłam na Alexa.
   - Coś się stało? – zapytał widząc moją minę.
   - Tak – powiedziałam i zaciągnęłam go do schowka, który już wcześniej sobie upatrzyłam. Zamknęłam za sobą drzwi.
   Patrzył na mnie jak na głupią, a ja rozryczałam się i wtuliłam w jego ramiona. Gdy chwilę już tak staliśmy, jednym szybkim ruchem podniosłam głowę i przytknęłam swoje słone od łez usta do jego pięknych warg. Nagle odsunął się ode mnie. Spojrzałam mu w oczy ze łzami.
   - Nie jestem zainteresowany – powiedział z przykrym wyrazem twarzy. Spuścił wzrok.
   -Ale przecież… myślałam, że… Mogłeś chociaż dać mi jakieś sygnały, że nie jesteś zainteresowany! Może wtedy bym się tobie nie zakochała! Dlaczego wtedy tak się na mnie dziwnie patrzyłeś?! I mówiłeś, że podoba ci się jakaś dziewczyna! Myślałam, że chodzi o mnie! Jak mogłeś?! – Już chciałam wyjść ze schowka, gdy złapał mnie za rękę.
   - Zuza… - powiedział spokojnie – ja jestem gejem.
   Jeszcze gorzej. Byłam zakochana w geju. Uczucia buzowały we mnie. Chciałam mu solidnie przyłożyć, ale się powstrzymałam. Mógł mi chociaż powiedzieć…
   - Nie, ty nim wcale nie jesteś. Nie zachowujesz się jak oni, nie mówisz jak oni, nie ubierasz się jak oni… Przecież mówiłeś, że podoba ci się jakaś dziewczyna…
   - Miałem wtedy na myśli chłopaka… - widziałam jak oblał go krwisty rumieniec.
   - Dlaczego mi nie powiedziałeś? Przecież jesteśmy przyjaciółmi, a ja może bym się nie…
   - Bałem się twojej reakcji. A udawanie, że nie jestem gejem mam bardzo dobrze wyćwiczone. Nie chcę, aby inni o tym wiedzieli.  – Na chwilę zamilkł, po czym dodał - Mam nadzieję, że dalej jesteśmy przyjaciółmi…
   Tak, to prawda. Kocham się w geju!
   - Nie mam nic do homo, ale to nie zmienia faktu, że mi nie powiedziałeś.
   Wyszliśmy ze schowka nic nie mówiąc.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

XI

   Obudziłam się. Pierwsze co zobaczyłam to nieskazitelnie biały sufit. Przypomniałam sobie co się stało zeszłej nocy i od razu humor mi się pogorszył. Tak w zasadzie to myślałam, że będę się gorzej czuć. Rozejrzałam się po pokoju. Był dosyć duży, nowoczesny. Ściany były pomalowane na jasny róż, a na podłodze leżał kremowy dywan. Dziwne, że był czysty. Musiał być nowy. Łóżko stało na środku pokoju, a przed nim piękna kremowa komoda. Leżał na niej laptop i jeszcze parę urządzeń elektronicznych. Po mojej prawej stronie znajdowały się szklane drzwi prowadzące na obszerny balkon. Pod ścianą stały jeszcze jakaś szafa, a przy łóżku stolik nocny. W pokoju było dużo drewnianych drzwi. Domyśliłam się, że jedne to wejście do łazienki. Miały dziurki na dole. Niestety nie wiedziałam dokąd prowadziły pozostałe. Pokuj zrobił na mnie wrażenie. Czułam się jak księżniczka.
   Dopiero po chwili zauważyłam chłopaka siedzącego na krześle pod ścianą.  Uśmiechnął się do mnie lekko.
   - Umiesz po Polsku?- zapytałam bez okazywania emocji.
   - Tak- powiedział cały czas świdrując mnie wzrokiem.- Polski to u nas obowiązkowy język - miał amerykański akcent.  Był bardzo przystojnym kolesiem. Miał brązowe, krótkie włosy swobodnie ułożone. Jego oczy były brązowe, miały piękny odcień. Chyba był wampirem, ale nie miałam pewności. Poza tym wyglądał normalnie. Tak jak przeciętny nastolatek. Oczywiście niebieska bluza podkreślająca jego oczy, czarne dżinsy i granatowe trampki.
   - Po co tu siedzisz?- zapytałam od niechcenia. O dziwo nie byłam zła, że zakłóca moją prywatność.
   - Muszę.
   - Jak chcesz to możesz iść- znów spojrzałam na sufit.
   - Nie, nie mogę.
   - Dlaczego?
   - Bo jestem twoim ochroniarzem.
   - Ale przecież Alex…
   - Inna szkoła, inne zasady- widząc moją minę dodał- Mi też to się nie podoba, ale takie jest życie…
   Usiadłam na łóżku.
   - Która godzina?
   Spojrzał na zegarek.
   -Pierwsza.
   - Aha.Toaleta jest tam?- wskazałam ręką drzwi z dziurkami na dole.
   - Tak.
   Wstałam i weszłam do łazienki. Duża, też w kolorach różu. Kto to w ogóle projektował? W rogu stała wielka wanna. Teraz tylko to się dla mnie liczyło. Napuściłam do niej wody i wzięłam gorącą kąpiel. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Naprzeciwko wanny stał prysznic, a obok niego mała umywalka. W drugim rogu stała muszla klozetowa. Nawet ona była jasnoróżowa. Czego to ludzie nie wymyślą…
   Zaczęłam intensywnie myśleć o kolegach. Dlaczego tylko ja krzyczałam i próbowałam coś zrobić gdy zabijali Dominika? Wiem, że Alex był z nim pokłócony, ale reszta?
Dziwne… Będę musiała ich o to wypytać. Hmm…
   Słyszałam jak mój ochroniarz przechadza się po pokoju.
   Gdy już wysuszyłam włosy, spięłam je w koka. Czułam się najlepiej w tej fryzurze. Nie lubiłam chodzić z rozpuszczonymi włosami, chociaż często to robiłam. Kiedyś nawet chciałam je ściąć, ale mama mnie powstrzymała. Mówiła, że większość chłopców woli dziewczyny z długimi włosami.
   Znalazłam na szafce rzeczy, więc stwierdziłam, że są dla mnie i ubrałam je. Strasznie podobały mi się te niebieskie rurki i brązowe buty. Szczególnie do gustu przypadła mi szara bluzka ze zdjęciami z Ameryki.
   Wyszłam z toalety.
   - Skąd jesteś?- zwróciłam się do chłopaka.
   - Z Ameryki- odpowiedział.
   - To wiem. A dokładniej? – naciskałam.
   - Z Kansas.
   - Wiec mam do czynienia z kowbojem? –uśmiechnęłam się patrząc mu prosto w oczy.
   - Mniej więcej. Jestem Dean – podszedł do mnie i podał mi rękę.
   - A ja Zuza – odparłam.
   - Wiem –spojrzał na mnie zawadiacko. Podniósł lekko kąciki ust.
   Zaparło mi dech w piersiach. Ale on jest przystojny! Miałam wrażenie, że mnie podrywa tym swoim wzrokiem.
   - No dobra, co teraz? – spuściłam wzrok, ale on nadal mnie obserwował. Za tym spojrzeniem coś się kryło, ale nie wiedziałam co.
   - Musisz spotkać się z dyrektorką. No i iść na zajęcia… - przewrócił swoimi brązowymi oczkami.
   - A kiedy zobaczę przyjaciół? – zapytałam z nadzieją, że przekaże mi dobre wieści.
   - Niedługo. A teraz chodźmy – otworzył jedne z drewnianych drzwi i puścił mnie przodem. Prawdziwy dżentelmen!
   Hol zdawał się być nieskończenie długi. Ściany były pomalowane na ciemny fioletowy. Przy oknach, na początku i końcu korytarza, wisiały jasne zasłonki, a na ziemi leżała podłoga szwedzka. Czułam się w nim strasznie. Był wąski, a ja lubiłam duże przestrzenie. Co chwilę mijaliśmy jakieś drzwi, zapewne do pokojów innych uczni. Na każdym wisiała etykietka z numerkiem.
   Zeszliśmy po betonowych schodach na parter i wyszliśmy na dwór. Noc była przyjemna. Ciepły wiaterek lekko muskał mi twarz. Lubiłam takie noce. Było tu ciepło. W Polsce pewnie przedzieralibyśmy się przez zaspy mokrego śniegu.
   Szliśmy szerokim chodnikiem. Z jego prawej strony stały pomniki zasłużonych wilkołaków, a z lewej wampirów. Nagle stanęłam zaskoczona tym co zobaczyłam.
   - Johnny Depp też jest wampirem? - Spytałam się zdziwiona. – Przecież on jest sławny, jak ukrywa to, że się nie starzeje?
   - Johnny Depp miał już wiele wcieleń. – Odpowiedział Dean. - Wampiry są świetnymi lekarzami plastycznymi… Jeśli stwierdzi, że ma dość grania w filmach, to stanie się kimś innym, a słuch o wspaniałym aktorze zaginie.
   Ruszyłam dalej obserwując intensywnie inne posągi wykonane z czystego złota. Ta szkoła naprawę musi mieć dużo forsy…
   Nagle coś mnie ukuło w piersi. Bolało coraz mocniej i mocniej. Złapałam się za klatkę piersiową.
   - Dean… - chciałam coś powiedzieć, ale ból był coraz mocniejszy. Czułam jakby ktoś wbił mi sztylet w serce, a potem przekręcał nim straszliwie szybko. Zaczęłam kaszleć, nie mogłam złapać powietrza. Upadłam na kolana nadal trzymając się jedną ręką za klatkę piersiową.
   - Zuza! – uklęknął obok mnie. Spojrzał mi w oczy. To co tam zobaczył przeszyło go aż do szpiku kości. Widziałam strach w jego oczach. Widziałam bezradność, a przede wszystkim bezbronność. – Pomocy!
   Moje ciało wygięło się do tyłu w łuk. Krzyczałam z bólu. Czułam jakby jakiś krwiożerczy stwór rozdzierał moje ciało na malutkie kawałki. Chciałam usunąć jego pazury z mojego serca, ale nie mogłam. Nic tam nie było. Ból rozrywał mnie od środka. Nie mogłam już wytrzymać. Skierowałam głowę w stronę księżyca w pełni i krzyknęłam z całych sił. Czułam jak kły mi rosną. Dosłownie. Miałam ochotę rzucać się na wszystkie strony, ale nie panowałam nad ciałem. Po tym krzyku upadłam bezradnie na ziemię. Ból ustał, ale ja nie straciłam przytomności.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

X

   Rany wampirów i wilkołaków bardzo szybko się goją, więc nie było problemów z Allanem. Gdy wydobrzał postanowiliśmy wspólnie, że wyjedziemy do Ameryki. Będzie tam bezpieczniej, a przynajmniej tak sądzili rodzice Alexa. Mieliśmy się ukryć w Internacie Istot Poza Ludzkich w Miami.
   Właśnie siedzieliśmy w samolocie. Oczywiście Marcela i Allan siedzieli blisko siebie trzymając się za ręce. Miejsce obok mnie było puste. Chciał w nim usiąść Alex, ale powiedziałam mu, że chcę być sama, a miejsc w samolocie było pełno więc siadł niedaleko mnie. Spojrzałam na gwieździstą noc za oknem. Nadal zastanawiałam się dlaczego przerzucenie się z dnia na noc było takie łatwe. Nie czułam się zmęczona, a wręcz przeciwnie. Byłam rześka.
   Niepostrzeżenie Dominik klapnął na fotel obok mnie. Chciałam mu powiedzieć, że ma sobie pójść gdzie indziej, bo nie mam nastroju, ale on odezwał się pierwszy:
   - Słuchaj…- zastanawiał się przez chwilę- Musiałem przemyśleć pewną sprawę. Chodzi mi o sytuację w jaskini.- Gdy to powiedział poczułam, że policzki mi płoną. –Poczułem coś i chciałbym wiedzieć czy ty też.
   - Tak, myślę, że tak- powiedziałam bez zastanowienia, a teraz chciałam ugryźć się w język.
   Spojrzeliśmy sobie w oczy i po chwili nasze usta się zetknęły. Pocałunek był cudowny! Delikatny, choć zaborczy.
   Gdy oderwał swoje usta od moich przytulił mnie. Kątem oka zobaczyłam, że Alex wychylał się zza swojego siedzenia. Patrzył na nas. Znów posmutniał.
   Podróż zleciała dosyć szybko. Z samolotu przesiedliśmy się do wielkiego busa, którego wcześniej wynajęła mama Alexa.
   Moja dusza cieszyła się skrycie. Jestem na Florydzie! To cud! Tak w zasadzie nie wiem dlaczego byłam zadowolona. Przecież musieliśmy uciekać, bliźniacy zginęli, a Allan jeszcze parę dni temu walczył o życie. Jestem okropnie egoistyczna!
   W czasie tej podróży poznałam lepiej Dominika. Opowiadał mi o swojej rodzinie, zainteresowaniach… Okazało się, że lubimy całkiem inne rzeczy. Moja babcia zawsze mówiła, że to źle, ale ja nie przejmowałam się takimi rzeczami.
   W oddali widać było ogromne zamczysko podobne do Hogwardu. To właśnie była nasza nowa szkoła. Budowla była wybudowana w stylu gotyckim. Znajdowała się na skraju ogromnego kamiennego klifu. Na środku zamku wznosiła się wysoka wieża. Zdawało się, że dotyka chmur. Dziwne, że ludzie tego nie widzą… Pan Collins mówił, że to czary jakiejś czarownicy…

   Nagle usłyszałam strzał i nasz kierowca opadł na kierownicę cały we własnej krwi. Dostał kulkę prosto w kark. Samochód walnął w drzewo. Na szczęście wyszliśmy wszyscy cali z auta.
   - No proszę, proszę!- usłyszałam za plecami.- To ta słynna swietocza z mocą, tak?
   - We własnej osobie!- odpowiedziałam.
   Przyjrzałam się chłopakowi, który stał teraz naprzeciw mnie. Miał ulizane blond włosy zaczesane do tyłu, czerwone oczy i bardzo bladą skórę. Oczywiście, tak jak wszystkie wampiry stojące za nim, miał czarny strój.
   - Jestem Kevin, a ty pewnie… Zuza?
   Dominik stanął obok mnie i złapał za rękę.
  - Ooo… Jak miło!- na twarzy Kevina pojawił się szyderczy uśmieszek.- Tak się właśnie składa, że miałem Cię zastraszyć…- podszedł trochę bliżej, a Dominik automatycznie wepchnął mnie ręką za siebie, na co zły prychnął. -Wiesz, że nie można zadzierać z nami…-
    - Przecież ja nic wam nie zrobiłam!!!- wybuchnęłam.
   - Tak… Ale będziesz węszyć i ostrzegam Cię , że wtedy zabijemy wszystkich których kochasz. Nie tylko wy macie takie coś jak wyrocznia. A propo zabijania… - pstryknął palcami.
   Dwóch osiłków podeszło do nas. Jeden złapał mnie w pasie, a drugi zaprowadził buntującego się Dominika przed nogi Kevina.
   - Nie!!!- zaczęłam krzyczeć i wierzgać się z całych sił.- Zostaw go!!! Alex zrób coś!
   - Nawet się nie waż ruszyć!- powiedziała jakaś kobieta zaraz po przeładowaniu jakiegoś pistoletu. Celowała nim w Alexa.- Tak samo inni!- zwróciła się do Marceli i Allana.
   Dominik wiedział co się teraz stanie i nawet nie próbował walczyć. Wiedział, że to nic nie da.
   A ja cały czas się szarpałam i krzyczałam bez rezultatów. Próbowałam nawet gryźć kolesia, ale to nic nie dawało. Chciałam też użyć mocy, ale w pobliżu nie było żadnych lamp, ani chmur burzowych. Mój płacz też nic nie pomógł.
   W jednej chwili Kevin złamał Dominikowi kark. Wystarczyło tylko machnięcie ręki. Jego martwe ciało twardo upadło na ziemię.
   Nagle wszystko ucichło. Słyszałam tylko śpiew ptaków i zawodzący szum ciepłego wiatru. Gorące łzy leciały mi falami po policzkach. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Osiłek puścił mnie, a ja upadłam na ziemię.
   - Jak… jak mogłeś?- szepnęłam.
   - Robię to codziennie. Ach, zapomniałbym- wyjął z kieszeni zapałki- Dla pewności.- Odpalił jedną i rzucił na ciało Dominika, które od razu się zajęło.
   Wstałam powoli i otarłam łzy nie przestając płakać. Już chciałam rzucić się na Kevina, gdy w ostatniej chwili Alex złapał mnie w pasie.
   - Nie- szepnął mi do ucha.- Nie denerwuj go, bo i tak nie zrobisz mu krzywdy.
   - Puszczaj!- krzyczałam- Zostaw mnie! Puść!- próbowałam wbić paznokcie w jego dłonie. Wierzgałam się z całych sił.
   - Uspokój ją- Kevin zwrócił się do Alexa.- Chyba nie chcecie następnych ofiar?- Wsiadł do czarnego busa i wraz z bandą odjechali.
   Dopiero teraz z całych sił odepchnęłam Alexa i ciężko upadłam na ziemię. Głowę mocno przytuliłam do kolan i zaczęłam gorzko płakać. Moje serce krwawiło. Jeszcze przed chwilą trzymał mnie za rękę, a teraz jego martwe ciało paliło się żywym ogniem. Ktoś podszedł do mnie i pogłaskał po plecach, a potem przytulił.
   - Wszystko będzie dobrze- usłyszałam głos Marceli.- Nie przejmuj się.
   Ale ja płakałam dalej. Nie mogłam złapać oddechu. Chciało mi się krzyczeć i wyżyć na czymś.
   Alexander wziął mnie na ręce i powiedział:
   - Musimy iść…
   Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że ma racje, ale nie mogłam przeboleć, że jego już nie ma, że zostanie po nim tylko popiół.
   Nie czekając na moją odpowiedź ruszyliśmy w stronę nowej szkoły.
   Gdy doszliśmy do wielkich wrót zamkowych już prawie spałam na rękach Alexa. Allan podszedł do nich i zapukał wielką kołatką. Małe okienko w drzwiach otworzyło się i pojawił się w nim goblin.
   - Słucham?- zapytał skrzeczącym głosem w innym języku.
   - My jesteśmy z Polski-odezwał się Allan.
   - Tak, a ja jestem z Holandii i co z tego?- zapytał już po polsku.
   - No, my przyszliśmy zapisać się do szkoły…
   - Zapisy trwały przez całe wakacje! Szkoła zamknięta!- powiedział po czym zatrzasnął okienko.
   - Słuchaj, no, zrzędliwy krasnoludku- Alex był wkurzony- mam na rękach swietoczę i jeśli zaraz nas nie wpuścisz to zrobię tak, że wylecisz z tej roboty!
   Odczekaliśmy jeszcze chwilę po czym wrota otworzyły się.
   Potem widziałam wszystko jakby przez mgłę. Alex rozmawiał z jakąś nieznajomą kobietą, po czym zaniósł mnie do dużego pokoju i tam zasnęłam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następny rozdział dodam, gdy pod tym postem będzie 6 komentarzy 

sobota, 30 listopada 2013

Mam wrażenie, że nikt mnie nie czyta!

Niby wejścia są i w ogóle, ale komentarzy nadal mało...
Gdy czytasz to zostaw po sobie pamiątkę! Anonimowe też uznaje.
Nie mam pewności, że mnie czytacie i jest mi przykro gdy wchodzę na bloga i widzę, że nie ma żadnych nowych komentarzy!
Komentujcie jak najwięcej i szczerze. Piszcie czy mam coś poprawić...
Nie wiem co mam myśleć o tym braku komentarzy...
Jeśli nadal tak będzie to chyba zawieszę blog...