środa, 6 listopada 2013

II

   -Cześć, ty jesteś pewnie Zuza?- odezwała się dziewczyna. - Ja jestem Marcela, ale mów do mnie Mar. Będziemy współlokatorkami. - Miała brązowe włosy z niebieskimi pasemkami. Loki opadały jej na ramiona. Nie były naturalne, pewnie kręciła sobie prostownicą. Jej skóra była jasna, a oczy brązowe. Miała paznokcie pomalowane na czarno. Była wampirką.
   - Cześć - weszłam do pokoju.- Ładnie tu.
   Rozejrzałam się  po pokoju. Był o wiele większy niż się spodziewałam. Na przeciwko drzwi było okno. Co prawda jedno na cały pokój, ale dawało naprawdę dużo światła. Z lewej strony pod ścianą stały dwie takie same szafy. W rogu przy oknie stało puste łóżko, a z prawej strony drugie. To było zajęte. Leżała na nim pościel. Między łóżkami stały dwie szafki nocne. Na jednej z nich stał telefon stacjonarny. Ściany były turkusowe, a na podłodze leżał bordowy dywan.
   - To łóżko jest pewnie moje?- zapytałam wskazując to przy oknie.
  -Tak.- odparła- Jedna szafa jest twoja, więc nie powinno być problemu. - Miała na sobie kremowy sweterek i dżinsy ze złotymi czaszkami na kieszeniach. Chodziła w snajkersach z ćwiekami.- A teraz musimy iść na lekcje.
   - W nocy?- zdziwiłam się.- Dopiero co się obudziłam z bandażem na brzuchu !
   -Tak, będziesz musiała się przyzwyczaić. Nic ci nie będzie -Uśmiechnęła się. - No to chodźmy!
   Tym razem weszłyśmy do budynku szkolnego, który był trochę mniejszy od Internatu. Pierwsza lekcja to "Wampiro-podobni", czyli zajęcia o takich istotach jak ja i jeszcze bardziej dziwnych. Potem będą zajęcia z likantropii, a później z wampiryzmu. Na szczęście wszystkie lekcje miałam z Marcelą, więc stwierdziłam, że nie będzie tak źle.
   Miałam rację. Usiadłam z Mar w ostatniej ławce. Nauczyciel rozpoczął lekcje i było okej. Do czasu.
   - Dzisiaj dotarła do nas niespotykana odmiana wampiro-podobnych.- powiedział pan Handerson - A mianowicie swietocza. Siedzi w ostatniej ławce z Marcelą- wskazał palcem i wszyscy odwrócili się w naszą stronę.
   Myślałam, że zapadnę się pod ziemię i mało brakowało, a tak by się stało. Na szczęście nauczyciel zauważył moje zmieszanie i rozkazał otworzyć podręcznik na 120 stronie.
Wszyscy zajęli się czytaniem o swietoczach, a ja miałam chwilę spokoju.
   Przed lekcją Marcela dała mi jeden podręcznik "zapasowy" z szafki szkolnej, więc otworzyłam go na danej stronie i zaczęłam czytać.
   "Swietocze to pół-wampiry, pół-ludzie. Ich gatunek ma
 tylko rodzaj żeński. Są one o wiele silniejsze od zwyczajnych wampirów. W 1432 roku urodziła się swietocza, która miała zdolności typowo paranormalne. Posługiwała się swoimi umiejętnościami aby władać ziemią. Taki przypadek to jedna na pięć swietocz..."
   Pierwszy raz w życiu zaciekawił mnie podręcznik od historii. Czytałam go z wielkim zainteresowaniem, chciałam się dowiedzieć więcej o istocie, którą jestem.
   "...wyróżniają się one tym, że ich oczy mają nietypową barwę ...oraz widzą rzeczy niewidzialne...są odporne na światło."
   Co? Byłam w szoku. Tak, moje oczy były fioletowe, ale nigdy nie widziałam nic niewidzialnego, bo przecież takich rzeczy niema! Chociaż możliwe, że są. Nic mnie już nie zdziwi.
   Gdy skończyły się "Likantropia" i "Wampiryzm" przyszedł czas na lunch. Wyszłyśmy z drugiej strony budynku i znalazłyśmy się na małym dziedzińcu. Na jego środku stało ogromne drzewo, a wokół niego była trawa. Zauważyłam, że jakaś dziewczyna przytula się do niego i zapytałam się Mar dlaczego, a ona powiedziała, że to jest "Drzewo dusz". Cała szkoła wierzy, że gdy dotknie się tego drzewa to nawiązuje się kontakt ze zmarłymi.
   -Ja osobiście w to nie wierze- powiedziała.- Gdy się go dotknie wydziela odurzający pył w samoobronie. Powoduje on omamy. Coś w stylu narkotyków, ale trwa to tylko pół godziny.
   Odurzające drzewo. Ciekawe co jeszcze mnie tu spotka.
   Budynek stołówki był wielki. Było tam mnóstwo stolików. Z prawej strony stała lada z jedzeniem, z której można było brać do woli. Podeszłyśmy do niej i nałożyłyśmy sobie kanapki i sałatki.
   Usiadłam z Mar niedaleko wejścia. Mówiła, że siada tu zawsze, ale mi się to miejsce nie podobało. Było za blisko drzwi. Każdy obok przechodził i oczywiście wlepiał gały we mnie.
   -Nie będzie ci przeszkadzało, że usiądą z nami tacy bliźniacy?- zapytała Marcela.
   -Nie. No coś ty. Lepiej to ich się zapytaj, czy im nie przeszkadza moja obecność-odparłam.
   Tak jak mówiła Mar podeszli do nas dwaj bliźniacy. Od razu było widać, że to wampiry. Mieli jasną skórę. Byli nawet przystojni. Czarne włosy mieli zaczesane do tyłu, a ich niebieskie oczy połyskiwały w świetle lamp. Oczywiście byli ubrani w białe koszulki, a na nich mieli skórzane kurtki. Ich spodnie też były czarne. Różnili się tylko tym, że jeden miał kolczyk w nosie, a drugi nie.
   -Hejka Mar- odezwał się ten z kolczykiem-A ty -zwrócił się do mnie -jesteś pewnie tą swie...
   -Tak -przerwałam mu, nie chciałam, aby mówił to na głos-Jestem Zuza.
   -Ja jestem Damian, a to Łukasz. Miło cię poznać Zuziu- uśmiechnął się.
   -Błagam! Tylko tak do mnie nie mówcie. Nie cierpię tego zdrobnienia!
   Usiedli przy stoliku i zajęli się jedzeniem.
   -To dobrze, bo ja też-powiedział Łukasz.
   -Dziś wieczorem jest impreza - Damian był podekscyto-wany.- Przyjdziecie?
   -Macie tu imprezy?- zdziwiłam się.
   -Tak, dwa razy na tydzień. Wiesz, wampiry i wilkołaki lubią imprezować. Jest nawet fajnie. To co idziecie czy nie?
   -Tak, no jasne! -odparła Mar z entuzjazm.
   -To super.
   Gdy skończyła się przerwa na lunch, a chłopcy popędzili na zajęcia, zostałyśmy jeszcze chwilę w stołówce.
   -Przyjaźnisz się z nimi?- zapytałam.
   -Tak, są spoko. Gdy lepiej ich poznasz to przekonasz się do nich. Trochę dziwni, ale fajni. A teraz będziemy miały zajęcia z obrony i to wszystko na dzisiaj.
   Wyszłyśmy z budynku i skręciłyśmy w stronę sali gimnastycznej.
  Też była wielka. W ogóle wszystko było tu takie duże.
   Weszłyśmy do sali. W środku wydawała się jeszcze większa. Zajęcia jeszcze się nie zaczęły, ale zebrało się tu wiele osób. Byłam zdziwiona. Jak jeden nauczyciel może ogarnąć tak dużą grupę?
   Lekcja się zaczęła. Uczyłam się jak się bronić i atakować. Lekcja trwała około dwie godziny. Wreszcie znalazłam odpowiedź na moje pytanie.
   Nauczyciel był wampirem, więc poruszał się tak szybko, że nie zauważałam gdy znikał.
   Po lekcjach wróciłyśmy do swojego pokoju.
   -Mam takie pytanie - powiedziałam.- Czy wy palicie się na słońcu?
   -Nie.-odpowiedziała Marcela.- Po prostu głowa nas strasznie boli, dlatego wolimy uczyć się w nocy, a w dzień spać.
   -A wilkołaki? Czy one też śpią w dzień?
   -Tak. Wiesz, to przecież wilki, więc wolą księżyc. Ale nie bój się, nie wyją do niego. No, a teraz musimy się przebrać na imprezę. Wiem, że nic nie masz, więc pożyczę ci jakieś ciuchy.-otworzyła szafę i zaczęła szukać w niej fajnych ubrań.-O, tego szukałam -wyciągnęła łososiową sukienkę na ramiączkach - może być?
   -Tak, jasne. Jest śliczna. Dzięki.
   Wzięłam od niej kieckę i poszłam do łazienki się przebrać. Sukienka pasowała jak ulał. Gdy wyszłam z toalety Mar miała na sobie białą sukienkę. Była piękna.
   -Ja muszę wyglądać szałowo- powiedziała.- Na imprezie z pewnością będzie Allan, a on mi się strasznie podoba.
   Wyszłyśmy z pośpiechem i pognałyśmy w stronę budynku, w którym dudniła muzyka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz