środa, 6 listopada 2013

III

   Gdy weszłyśmy do budynku muzyka grała jeszcze głośniej. Mar coś do mnie mówiła, ale ja nic nie słyszałam. Na suficie wisiała ogromna kula disco, od której odbijały się kolorowe światła, więc cała sala migotała w odcieniach czerwieni, zieleni i żółci. Na parkiecie tańczyło mnóstwo ludzi. Pod ścianą stały stoły z pączem i przekąskami. Na takiej imprezie jeszcze nie byłam.
   Dyskoteki szkolne kojarzyły mi się z siedzeniem pod ścianami i patrzeniem na pustą salę. Na takich imprezach zabawa zaczynała się dopiero w dziesięciu ostatnich minutach.
   Ta była inna . Od razu było widać, że ludzie się świetnie bawią. Wszyscy tańczyli.
   Podeszli do nas bliźniacy.
   -Hej. I jak Ci się podoba? – zapytał mnie Damian.
   -Jest super-odparłam z uśmiechem.- Zupełnie nie jest podobna do takich szkolnych.
   -Tak, racja. Zatańczysz?- też się uśmiechnął.
   -Jasne.
   Złapał mnie za rękę i poszliśmy na parkiet. Tańczyliśmy w rytm muzyki. Nie za szybko, nie za wolno, w sam raz. DJ puszczał coraz fajniejsze piosenki, więc bawiłam się świetnie. Zauważyłam, że pod ścianą stoi Alex. Chciałam do niego podejść, ale Damian zakręcił mną i się rozmyśliłam. Zerknęłam na Marcelę, ale ta była zajęta flirtowaniem z jakimś kolesiem. To pewnie był ten Allan. Znów spojrzałam na Alexa, który też mnie zauważył. Uśmiechnęłam się do niego i zajęłam się tańczeniem z Damianem, który też go zobaczył i złapał mnie w tali.
   Przetańczyliśmy chyba z pięć piosenek, po czym podeszliśmy do stołu z napojami i kolega wlał mi trochę pączu do kubeczka.
   -Ale się zmęczyłam! –krzyknęłam.
   -No, ja też! –odpowiedział.
   Nagle zobaczyłam chłopaka opierającego się o filar podtrzymujący dach. Wpatrywał się we mnie. Wyglądał podejrzanie, miał czarną bluzę z kapturem na głowie. Nie typowe ubranie jak na imprezę. Uśmiechnął się do mnie.
   -Kto to jest? –zapytałam Damiana wskazując palcem chłopaka.- Ten tam przy filarze.
   -Ale przecież tam nikogo nie ma – zdziwił się. – Alkohol chyba źle na ciebie działa. A teraz muszę cię przeprosić. Wiesz, mam potrzebę.
   Spojrzałam się jeszcze raz w stronę chłopaka, który uśmiechał się jeszcze szerzej. Podchodząc do mnie cały czas patrzył mi w oczy.
   - Dziwne co ? – zapytał . – Chłopak , którego tylko ty widzisz – na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek.
   -Czego chcesz?- zapytałam.
   -A skąd wiesz, że czegoś chcę?
   -Przeczucie.
   -Wiesz, zatańczyłbym z tobą, ale muszę Cię zabić – widząc moją minę dodał – mówię serio. Ale dam Ci trochę czasu na ucieczkę. Lubię widzieć strach w oczach mojej zdobyczy.
   Najpierw myślałam, że żartuje, ale jego oczy zaświeciły się na czerwono. Czytałam o tym na wampiryzmie. Gdy oczy wampira są czerwone lub pomarańczowe to zamierza zrobić coś złego i jest tego świadom.
   -Nigdy mnie nie złapiesz! –krzyknęłam i weszłam w tłum tańczących wampirów i wilkołaków.
   Byłam bardzo spokojna, co było dziwne, bo przed chwilą ktoś mi groził i musiałam uciekać. Byłam  pewna, że nic mi się nie stanie. Nie wiem jak określić to uczucie. Wiedziałam też, że muszę uciekać.
   Próbowałam biec, ale było tyle ludzi na parkiecie, że ledwo się ruszałam. Gdy już wyszłam z tłumu wpadłam na Alexa.
   -Hej, Zuzka. Wszystko okej? –zapytał.- Jesteś jakaś blada.
   -Tak… - odpowiedziałam.- To znaczy… Czy pomożesz mi stąd wyjść ?
   -Jasne. Chodź.- złapał mnie za rękę i wyszliśmy z budynku.
   -Czy jest tu jakieś bezpieczne miejsce, o którym nikt nie wie?
   Dziwnie na mnie spojrzał, a ja dopiero po chwili zorientowałam się co właśnie powiedziałam.
   -Nie, nie o to chodzi ja po prostu… - nie zdążyłam dokończyć, bo chłopak w kapturze mi przerwał.
   - Ooo! Znalazłaś sobie ochroniarza! Pięknie! Przynajmniej nie będę się nudził. – w tej chwili stał się widzialny. Wiedziałam o tym, ponieważ chwilę świecił się jak gwiazda.
   Alex zmarszczył brwi, nie wiedział o co biega.
   -A tak przy okazji – mówił dalej chłopak –musicie zrobić coś z tą waszą tarczą obronną- spojrzał na swoje paznokcie - bo bez problemu się przez nią przedarłem.
   Alex automatycznie  pchnął mnie ręką za siebie. Zrobił się blady i na jego twarzy pojawiła się złość. Zmienił się w wilkołaka i pognał w stronę chłopaka. Jego sierść pięknie świeciła w blasku księżyca. Rzucił się na niego, a ten uchylił się i Alex spudłował. Chłopak z całej siły walnął  wilkołaka w plecy, a ten strasznie zapiszczał.
   Opanowała mnie straszna złość. Alex stanął w mojej obronie i jeszcze oberwał, a teraz leżał skulony na trawie w ludzkiej postaci.
   To wszystko przeze mnie.
   Wampir pochylił się nad moim kolegą i już chciał go wykończyć, ale ja podniosłam wielki kamień i z całą siłą cisnęłam nim w niego. Chłopak opadł na ziemię. W tym czasie Alex zdążył się podnieść. Przycisnął wampira do ziemi by ten nie mógł się ruszyć.
   Przybiegł nauczyciel od ataku i Alexander oddał chłopaka w jego ręce. Podszedł do mnie i stanął tak abym nie widziała wampira, po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
   Usłyszałam dźwięk łamanych kości i zobaczyłam, że po trawie płyną litry czarnej krwi. Chciałam zobaczyć co się stało z chłopakiem, ale Alex mi nie pozwalał.
   -Nawet nie próbuj-powiedział gdy chciałam się wychylić- ten widok jest za straszny. A teraz zaprowadzę cię pod internat i nic się nie bój. Nasi strażnicy już przeczesują teren. Naprawdę nie wiem jak on się tu dostał.
   Całą drogę do internatu milczeliśmy. Gdy w końcu doszliśmy do internatu zapytałam:
   -Co mu zrobili?
   - Zabili go-odpowiedział ponuro.
   -No tak. Ale jak?
   -Nieważne.
   -Powiedz-naciskałam.
   -Oni…- spuścił wzrok - …urwali mu głowę.
   -Aaa…- odparłam ze smutkiem.
   -Ale nie przejmuj się tym. To nie twoja wina- położył mi rękę na ramieniu.
   -A właśnie, że moja. Gdybym cię nie poprosiła o pomoc to nie dostałbyś w plecy.
   -Gdybyś nie poprosiła mnie o pomoc to już byś nie żyła. A poza tym miałem już gorsze rany-uśmiechnął się.- Dobry rzut tym kamieniem.
   Nie chciałam, ale też odruchowo się uśmiechnęłam. Nie chciałam, aby ktoś przeze mnie ginął.
   -To pa- powiedziałam i otworzyłam drzwi do internatu.
   Nie odpowiedział, a ja zamknęłam za sobą drzwi.
   Weszłam do pokoju. Moje łóżko było już przygotowane, a na nim leżała nowa piżama z metką. Wzięłam ją i poszłam umyć się do łazienki.
   Sukienka Marceli nadal prezentowała się świetnie. Była czysta i wyglądała jak nowa, co było dziwne po tym co dziś przeszłam.
   Wzięłam gorący prysznic i ubrałam się w piżamę z krótkim rękawkiem. Gdy wyszłam z łazienki Mar siedziała na swoim łóżku.
   -Wiesz jak się o ciebie martwiłam?!- wstała- Jestem tylko ciekawa jak on się tu przedarł.
   -Tak ja też – spuściłam głowę.
   Zrobiłyśmy sobie babski wieczór, a właściwie poranek. Opowiadałyśmy o chłopakach, którzy nam się podobali, była bitwa na poduchy, malowałyśmy sobie paznokcie i plotkowałyśmy. Przypomniałam sobie, że rodzice nie wiedzą gdzie jestem i na pewno denerwują się, ale Marcela powiedziała, że gdy tu się znalazłam od razu zadzwonili do nich i że jutro będę mogła z nimi porozmawiać przez telefon.
   Nie długo przyjdzie listonosz i  przywiezie nam rzeczy zakupione przez Internet. Wreszcie będę chodziła we własnych ubraniach!
   Około godziny pierwszej Mar była tak zmęczona, że zasypiała na siedząco, więc stwierdziłyśmy, że najlepiej będzie położyć się spać.
   Nie mogłam zasnąć. Przed oczami ciągle miałam obraz spływającej po trawie czarnej krwi.
   Nagle usłyszałam lekkie pukanie do okna. Wstałam i zobaczyłam jak na balkonie stoi Alex. Wpuściłam go do środka.
   -Co ty tu robisz?!-szepnęłam- Jest środek dnia! Wszyscy teraz śpią!
   -Przyszedłem sprawdzić czy wszystko w porządku- powiedział spokojnie.- Nie możesz spać?
   -Nie. Cały czas o tym myślę- usiadłam na łóżku, a on obok mnie. Obią mnie ramieniem.
   -Nie przejmuj się.
   Spojrzałam mu w oczy. Bardzo chciałam się wtulić w niego i zapomnieć o wszystkim, ale to by było nie stosowne. Dopiero co się poznaliśmy. Spuściłam wzrok. Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy po czym powiedział:
   -Muszę już iść, bo jak ktoś się dowie, że tu byłem to nieźle dostaniemy. Obydwoje. Spróbuj zasnąć- wstał i otworzył okno.
   -Dobrego dnia?- powiedziałam, a on wyszedł.
   Pół godziny jeszcze dużo myślałam o tym co dziś przeszłam i przypomniałam sobie o ranie. Czułam się jakby zniknęła, nic mnie już nie bolało.
   I tak właśnie było. Po ranie nie było ani śladu. Zdjęłam opatrunek i wyrzuciłam go do śmieci.
   Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
   Śniła mi się przeszłość.
   Byłam w małym pomieszczeniu. Nie było tam światła. Siedziałam na zimnej podłodze, a raczej na ziemi w kącie lochu. Usłyszałam jakieś głosy i przez mały otwór w drzwiach wsunęli miskę z jedzeniem. Nie miałam zamiaru tego ruszyć. Podeszłam do drzwi i zawołałam, że chcę się załatwić. Mężczyzna wypuścił mnie, a ja uderzyłam go pięścią w twarz i zaczęłam uciekać. Wybiegłam przez duże drzwi frontowe i znalazłam się na dworze.
   Przede mną stał umięśniony mężczyzna.
   Rzucił we mnie nożem. Dostałam w brzuch. Bez zastanowienia wyjęłam go z rany i rzuciłam się na faceta. Czubkiem noża przecięłam mu policzek i kawałek szyi. Nie była to rana śmiertelna, ale jednak. Wyminęłam go i pędziłam co sił w nogach, a on biegł za mną.

   W oddali zobaczyłam stary las. Może tam go zgubię?

2 komentarze:

  1. główna bohaterka według mie jest trochę za miękka (albo ktoś inny ) no ale masz jeszcze 7 rozdziałów, i wszystko może się zdarzyć .możesz dodawać więcej ciętej riposty ;p . puki co spodobał mi się wątek o imprezie , bo lubię jak dziewczyna z typowej zmienia się w piękność, no i ogółem lubie jak któraś nosi suknie ( w opowiadaniach ) .. zerknę jak będę mieć czas ,na następny .. pozdrawiam :* faktycznie masz mało kom, dlatego postaram się nieco częściej je wystawiać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za szczery komentarz!

      Usuń