czwartek, 7 listopada 2013

IV

   Ocknęłam się wieczorem, a tak w zasadzie to Mar mnie obudziła. Mówiła, że spóźnimy się na lekcje. Wstałam z niechęcią, oczy mi się kleiły do powiek i nadal byłam śpiąca.
   Marcela znowu pożyczyła mi ciuchy, bo moje jeszcze nie dotarły. Naprawdę miała świetny styl. Te jej bluzki były super, a spodnie… CUDNE! Tyle ich miała, że starczyłoby dla trzech osób.
   Dała mi kremowy sweterek i dżinsy z łańcuszkiem przy tylnej kieszeni. Pożyczyła mi supernowe kremowe lity. Sama ubrała się w białą bluzkę z napisem „SWEET” pośrodku, a na to czarną kamizelkę z ćwiekami na ramionach. Miała ciemne dżinsy i czarne lity.
   Już wychodziłyśmy z pokoju, gdy nagle zadzwonił telefon stacjonarny.
   -Słucham –odebrałam go.
   -Zuza, czy to ty? –odezwała się moja mama.
   -Mamo!- ucieszyłam się i szepnęłam do Mar żeby szła na lekcje, bo ja się trochę spóźnię. –Mamo, jak ja za wami tęsknię!
   -Tak, wiem. My za tobą też – jej głos był oschły.-Przepraszamy, że nie powiedzieliśmy Ci kim jesteś. Tak bardzo chcieliśmy cie chronić, a okazało się, że bezpieczniej byłoby gdybyś zamieszkała tam wcześniej – widocznie nie wiedziała o wczorajszym ataku na moje życie. I się nie dowie. –Niestety nie możemy cię odwiedzać, ale jeśli czegoś potrzebujesz to powiedz. Wyślemy ci pocztą.
   -Tak. Gdybyście mogli to przyślijcie mi jakieś ubrania, bo chodzę w rzeczach koleżanki.
   -Tak, oczywiście. Przepraszam Cię córciu, ale muszę już kończyć. Spóźnię się do pracy, a ty pewnie na lekcje.
   -Pracujesz w nocy? Od kiedy?
   -Zmieniłam pracę dwa dni temu. Mieszkam razem z Robertem w Internacie Istot Poza Ludzkich w Angli. Wyślę Ci rzeczy jak najszybciej. A teraz muszę kończyć. Do usłyszenia!
   -Pa!- odpowiedziałam ze smutkiem.
   W jej głosie nie było ani trochę czułości. Jeszcze nigdy nie była dla mnie taka oschła. Zadzwoniła tylko z obowiązku. To było słychać od pierwszego słowa. Zawsze mówiła do mnie Zuziu(czego nie lubiłam), a teraz inaczej.
   Wyszłam z pokoju i zakluczyłam go. Wybiegłam na dwór. Był wczesny wieczór, więc powietrze było jeszcze ciepłe.
Nie było tu śniegu podczas zimy i to był wielki plus. Wpadłam do klasy i powiedziałam:
   -Przepraszam za spóźnienie, ale…
   -Tak, wiem- powiedział pan Handerson. Na razie to jedyny nauczyciel, który był w porządku. –Marcela mi powiedziała.
   Spojrzałam na nią, a ona uśmiechnęła się lekko. Naprawdę ją lubiłam.
   Lekcja minęła bardzo szybko. Dowiedziałam się, że istnieją krwiożercze elfy, które żywią się zwierzętami, a w nagłych wypadkach ludźmi. W takich chwilach cieszyłam się, że nie jestem człowiekiem.
   Po dwóch lekcjach postanowiłyśmy skorzystać ze szkolnego komputera. Mar chciała coś sprawdzić. Opowiedziała mi trochę o szkole. W poniedziałki i piątki są imprezy, a we wtorki darmowa kawa w komputerowni, dlatego tak chciała tam iść. Zastanawiałam się skąd dyrektorka bierze tyle kasy na to. Marcela mówiła mi kiedyś, że pobiera ona podatek od rodziców dzieci, które się tu uczą. Kupuje nowe książki, pościele, piżamy itp. Resztę kasy przeznacza na kawę i imprezy. Mamy też tu różne sklepy. Rodzice przysyłają nam kieszonkowe i kupujemy sobie co chcemy.
   Ustawiłyśmy się w kolejce po darmową kawę. Była bardzo długa. Stałyśmy i stałyśmy, aż w końcu Mar zamówiła cappuccino ze śmietanką i poszła zająć stolik z komputerem. Tymczasem ja zamówiłam latte macchiato. Kawa nie była gorąca, ale czego można było się spodziewać po darmowej kawie? Wzięłam papierowy kubeczek i odwróciłam się.
   Wpadłam na jakiegoś kolesia i wylałam na niego moją latte. Kubek wypadł mi z rąk.
   -Przepraszam!- spojrzałam na jego zalaną koszulę.-Ja naprawdę nie chciałam!
   -Ty głupia niezdaro!- krzyknął. Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie- Patrz gdzie łazisz!
   - Ja się tylko odwróciłam! Stałeś za blisko!
   -I to jeszcze moja wina?! Ty idiotko!- patrzył na mnie wściekłymi, niebieskimi oczami. Blond włosy miał zaczesane do tyłu, a jego biała, rozpięta przy szyi koszula była zalana moją kawą. Luźno zawiązany niebieski krawat też był brudny.
   -Naprawdę nie chciałam- powiedziałam spokojnie- ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?
   -Gówno mnie obchodzi, czy tego chciałaś czy nie! –nadal krzyczał.- Zobacz jak ja teraz wyglądam!
   -To się przebierz!
   -Nie rozumiesz!- powiedział jakby to było oczywiste.- Nikt nie może mnie tak zobaczyć! Jeszcze pomyślą, że jestem niezdarą tak jak ty! Twoja matka pewnie żałuje, że się urodziłaś!
   Miarka się przebrała. Dostałam białej gorączki. Naprawdę chciałam mu coś zrobić. Strasznie mnie wkurzył.
   Lampy w pomieszczeniu zaczęły migotać jak oszalałe.
   -I dobrze! Może twoje przerośnięte ego trochę zmaleje!
   Gdy to wykrzyknęłam w komputerowni zrobiło się cicho. Wszyscy spojrzeli w naszą stronę.
   Odwróciłam się od niego na piecie i odeszłam.
   Lampy przestały migotać, a ja się trochę uspokoiłam.
   No to z mojej darmowej kawy nici.
   Skierowałam się w stronę Marceli. Nadal byłam zła na tego kolesia. Co on sobie myśli?! Że jest królem świata? Oj, tak. Debilizm na tym świecie się powiększa. Myślałam, że takie istoty jak ja będą mądrzejsze. Można by powiedzieć, że chłopcy wszystkich ras tacy są. Nie obrażając w tym pewnych wyjątków.
   Podeszłam do stolika i usiadłam obok Mar. Nic nie mówiłam. Nadal byłam zmęczona i na dodatek zła.
   -Brawo!- powiedziała wampirka. -Jako pierwsza postawiłaś się Dominikowi. Lepiej z nim nie zadzieraj.-Upiła łyk swojego cappuccino.
   -Hmm…
   -Wiesz, że teraz będzie chciał, żebyś go przeprosiła i przyznała się, że to twoja wina? Nie odpuści.
   -Ja też nie. To nie była moja wina. Skąd miałam wiedzieć, że stoi za mną? I w ogóle dlaczego mówisz, że pierwsza mu się postawiłam?
   -Wiesz… Nikt tego jeszcze nie zrobił. Jest typowym Bad-boyem więc wszystkie dziewczyny na niego lecą.
   -Naprawdę? Ty też?
   -Może trochę…- powiedziała z niechęcią.-Jest przystojny.
   -Tak, ale jego idiotyzm przewyższa wszystko.
   -Nie jest aż taki zły. Tylko jak zajdziesz mu pod skórę to masz przechlapane- usprawiedliwiła go.- A ty wylałaś na niego kawę i jeszcze go obrażasz.
   -To było niechcący!- odparłam.-A musisz przyznać, że to z tym ego to prawda.
   -No, tak-odpowiedziała po chwili.
   Potem poszłyśmy z powrotem na lekcje. Ta noc nie należała do najlepszych w moim życiu.
   Nad wczesnym rankiem wróciłyśmy do internatu. Runęłam na łóżko. Byłam strasznie zmęczona.
   Dawno już nie widziałam Alexa. Nie było go dziś w szkole, ani na lunchu. Zmartwiło mnie to, bo ostatnio jak się widzieliśmy to wychodził z mojego pokoju przez okno. Jak ktoś go przyłapał to pewnie miał kłopoty.
   -A teraz idziemy do Sali telewizyjnej oglądać serię „Zmierzchu” z bliźniakami-była podekscytowana.-Jutro mamy wolne, bo zwołali radę.
   -Jestem zmęczona-mruknęłam.- A poza tym widziałam ten film sto razy.
   -Wiem, ja też, ale Allan tam będzie oglądał mecz! Musisz to zrobić dla mnie!
   -No dobra…- Zgodziłam się.
   Wyszłyśmy z Internatu. Powietrze było jeszcze chłodne, zimny wietrzyk muskał nasze włosy. Moje były od tego strasznie poplątane. Nie związałam ich, więc teraz miałam tego skutki.
   Sala telewizyjna była wielka. Mieściło się tam pięć telewizorów. Przy każdym stała kanapa. Na jednej z nich siedzieli bliźniacy. Nie widziałam ich od czasu dyskoteki. Na lunchu też ich nie było.
   W pomieszczeniu było tylko parę osób wraz z nami.
   Usiadłyśmy obok nich. Damian od razu przysunął się do mnie.
   -Przepraszam, że Cie zostawiłem samą, ale nie mogłem przewidzieć co się stanie -był zakłopotany. Miał dzisiaj na sobie czarne dżinsy i niebieską koszulkę.
   -Nie ma sprawy-zapewniłam.- Przecież nic się nie stało.
   -No tak. Ale mogło się stać.
   -Ale się nie stało.
   Spuścił wzrok. Było mu pewnie głupio, że mnie zostawił.
   Łukasz włożył płytkę do odtwarzacza DVD i film się zaczął.
   W połowie maratonu Damian przeciągnął się i obiął mnie ramieniem. Udawałam, że tego nie zauważyłam. Nie chciałam robić mu przykrości. Pewnie pomyślałby, że to wszystko przez tą imprezę, a ja po prostu nic do niego nie czułam. Interesował mnie inny. Oglądaliśmy jeszcze dosyć długo, aż wszyscy zasnęli oprócz mnie.
   Myślałam dużo o dzisiejszych wydarzeniach.
   Wstałam i postanowiłam, że pójdę do pokoju się przespać. Stanęłam przy drzwiach by je otworzyć, gdy nagle ktoś je pchnął. Dostałam w głowę i upadłam na ziemię. Do pokoju wszedł Dominik. Uklęknął nade mną i powiedział:
   -No to teraz jesteśmy kwita- na jego ustach pojawił chytry uśmieszek.
   -Ja zrobiłam to niechcący!- byłam zła. Usiadłam.
   -Ja też- spoważniał.
   -Nie byłabym tego taka pewna. Strasznie mnie wkurzasz, wiesz?!
   -Ty mnie też. Fajnie się tak siedzi na ziemi?
   -Możesz zachować dla siebie te swoje aroganckie komentarze.- Wstałam.
   -Ja jestem arogancki?- uniósł brwi- Jak już to ty!
   -Dlaczego?!
   -Bo zadzierasz ze mną - uśmiechnął się lekko. - Ty naprawdę jesteś głupią idiotką.
   -A ty zarozumiałym imbecylem!
   Byłam wściekła. Bardzo wściekła. Gdy go widziałam po prostu nerwy mi puszczały.

   Poczułam jak przez moje ciało przechodzi dreszcz. Lampy zaczęły migotać. Po chwili jedna z żarówek pękła.

2 komentarze:

  1. jest moc ! :D będzie miłość ? :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super naprawdę pisz bo ci to wychodzi.

    OdpowiedzUsuń