niedziela, 10 listopada 2013

V

   Pchnęłam drzwi i wybiegłam na dwór. Może to tylko zwarcie. Tak, to na pewno nie byłam ja.
   Dominik wybiegł za mną. Domyśliłam się, że jest wampirem, bo od razu złapał się za głowę, ale nadal biegł.
   -Zuzka! Poczekaj!- krzyczał. Ciekawe skąd znał moje imię.
   -Nie mam ochoty z tobą rozmawiać! –krzyknęłam. Byłam naprawdę wściekła. 
   Lampy przy żwirowej dróżce zaczęły migotać. Ciekawe dlaczego? Przecież był dzień.
   -Ale ty nie rozumiesz! –nadal mnie gonił.
   -Tak, masz rację – odwróciłam się do niego –jestem, jak to nazwałeś, głupią idiotką, więc nic nie rozumiem! –lampa obok mnie pękła. –Nie będę z tobą rozmawiać!
   -Ale…
   -Nie odzywaj się do mnie! I zostaw mnie w spokoju!
   Chciałam odejść, ale złapał mnie w nadgarstku.
   -Ale ty jesteś jedną z „tych”.
   -Jakich „tych”? Co ty w ogóle bredzisz? Naćpałeś się czy co?
   Wyrwałam rękę z jego ucisku i ruszyłam w stronę internatu.
   Nagle krzyknął:
   -Zuza, uciekaj!
   Odwróciłam się i zobaczyłam, że dwóch kolesi trzyma go, aby się nie wyrywał. Trzeci stał obok i celował we mnie z łuku.
   Uciekałam. To był ten, który mnie porwał. Chciał mojej śmierci. To wszystko było jakieś dziwne. Nie wiedziałam dlaczego, i czemu jestem taka ważna. A w szczególności nie miałam pojęcia o co chodzi w tej walce pomiędzy dobrymi istotami, a złymi.
   Pierwsza strzała wbiła się w żwir obok moich stóp. Z drugą nie miałam tyle szczęścia. Przeszyła mnie na wylot. Upadłam na kolana. Z mojego brzucha wystawała strzała, której grot był brudny od mojej krwi. Nie potrafię opisać dokładnie tego uczucia. Oczywiście strasznie bolało. Miałam też świadomość, że zaraz padnę i to było najgorsze. Krew obficie tryskała z rany. Osunęłam się na żwir. Leżałam w kałuży własnej krwi. Dominik strasznie krzyczał, ale nie rozumiałam go. Zobaczyłam jeszcze, że jeden z mężczyzn z całej siły kopnął go z kolana w brzuch. Chłopak upadł na kolana i spuścił głowę. Po chwili zamknęłam oczy i to był koniec. A przynajmniej tak myślałam.

   Ocknęłam się. Byłam strasznie obolała. Przypomniałam sobie ostatnie zdarzenia. Ciekawe co zrobili Dominikowi. Nie wybaczyłabym sobie gdyby zginął. Wybiegł za mną i to z mojej winy. Mogłam się w ogóle nie odzywać do niego.
   Leżałam na łóżku szpitalnym. Tak w zasadzie to chyba w szkolnym szpitalu. Kiedyś Mar oprowadziła mnie po całym internacie i byłyśmy też tu.
   Strzały w moim brzuchu już nie było, ale nadal strasznie bolał.
   Usiadłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Obok mojego łóżka stało drugie, ale wolne. Na szafce nocnej stał bukiet kwiatów. Ciekawe od kogo. Znalazłam małą karteczkę na której pisało:
   „Zdrowiej szybko. Wszyscy na Ciebie czekamy. Wybacz nam, ale nie możemy teraz z tobą być.
 Mar i bliźniacy”
   Strasznie się ucieszyłam. Widać, że mnie choć trochę lubią. Wstałam z łóżka. Miałam na sobie swoją piżamę. Pewnie paczka od mamy doszła. Ale tak szybko? Przecież dzisiaj rano z nią rozmawiałam. Stwierdziłam, że nie będę w to wnikać. Już nic mnie nie zdziwi.
   Chyba poproszę dyrektorkę, żeby przydzieliła mi ochronę. Mam już dość tych ataków i leżenia w szpitalu. Następnym razem będę leżeć w ziemi, a nie na łóżku szpitalnym.
   Wyszłam z małego pokoju i rozejrzałam się po korytarzu. Mniej więcej wiedziałam gdzie jestem. No, nie jest tak źle. Przez drzwi na klatkę schodową wszedł Alex z kubkiem kawy. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i podszedł bliżej.
   -Jak się czujesz?- zapytał. Ślicznie wyglądał w zielonej koszulce.
   -Chyba dobrze - odpowiedziałam niechętnie, byłam zmęczona.- Czy wiesz kiedy wyzdrowieję?
   -Biorąc pod uwagę, że obudziłaś się to myślę, że dziś wieczorem będziesz pełna życia.
   Nie byłabym tego taka pewna.
   -A gdzie lekarz?- zapytałam.
   -Jeśli chodzi o ranę to nie przyjdzie, bo już dwa dni temu się zagoiła. Czekaliśmy tylko aż się obudzisz.
   -To ile ja tu leżałam?
   -Mniej więcej tydzień.
   -O boże! Aż tyle?!- byłam zdziwiona.-Jak to?
   -Rana niby się zagoiła, ale wątroba potrzebowała więcej czasu. Będziesz miała blizny, ale nie przejmuj się, mogło być gorzej.
   -Ale jak ostatnio miałam ranę to nie zostało po niej ani śladu.
   -Ale ta była głębsza.
   Przez chwilę milczeliśmy aż w końcu powiedział:
   -Chcesz może już iść do swojego pokoju? Marcela przyniosła ci ostatnio ubrania. Są w szafce nocnej. –Wyprostował się i powiedział- Jestem teraz twoim ochroniarzem. Cieszysz się?
   Nie wiedziałam co powiedzieć. Tak, chciałam mieć ochronę, ale nie myślałam, że przydzielą mi go. Będzie musiał walczyć za mnie. Lubiłam go, więc nie chciałabym żeby stała mu się krzywda.
   -Tak…- skłamałam.
   Zawsze jak to robiłam poprawiałam sobie włosy, ale on chyba tego nie zauważył.
   Weszłam z powrotem do pokoiku i przebrałam się. Mar oczywiście przyniosła moje ulubione rzeczy, a mianowicie jasne dżinsy, niebieską koszule na ramiączkach z koronką i białe balerinki na koturnie.
   Gdy się przebierałam zobaczyłam moje blizny. Jedną miałam z tyłu na plecach obok kręgosłupa. Druga znajdowała się w pobliżu pępka. Nie były duże, miały około pięć centymetrów.
   Związałam sobie moje długie, czarne włosy w kitka.
   Wyszłam z powrotem na korytarz. Alex opierał się o ścianę. Gdy mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął.
   -Ślicznie wyglądasz-powiedział.
   -Dzięki.
   Wyszliśmy ze szpitala. Zobaczyłam „Drzewo dusz” i chciało mi się śmiać. Choć może trochę prawdy jest w tym porozumiewaniu się. Nie wiem jak to jest, bo nigdy nie brałam narkotyków.
   -Mar mówiła ci coś o radzie?- zapytał Alex. Światło księżyca odbijało się od jego ciemnych oczu, więc były jeszcze piękniejsze.
   -Tak mówiła coś, że mają przyjechać, ale nie powiedziała dlaczego.
   -Z twojego powodu. Są już tu tydzień i czekają na ciebie, więc najlepiej byłoby gdybyś spotkała się z nimi dzisiaj.
   -A po co?- zapytałam głupio.
   -Żeby dowiedzieć się o sobie trochę więcej niż z książek od historii. Wytłumaczą ci wszystko co i jak.
   -Okej…- powiedziałam z niechęcią -to kiedy mogę się z nimi spotkać?
   -Nawet teraz. Zaprowadzić cię do nich?- cały czas na mnie patrzył i o mało co się nie przewrócił. Jednak jego spojrzenie przykrywała maska obojętności, ale wiedziałam, że kryje się tam coś więcej. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam:
   -Co?
   -Co, co?
   -No czemu się tak na mnie patrzysz?
   -Ale jak?
   -No tak jak teraz.
   -Czyli?
   -No, tak dziwnie.
   -Nie, przecież normalnie… - wbił wzrok w dróżkę.
   Zrobiło się trochę niezręcznie. Alex maił rumieńce, a ja nic nie mówiłam. Nawet nie śmiałam na niego spojrzeć.
   Weszliśmy do budynku nauczycielskiego. Mieszkali tam nauczyciele i dyrektorka. Ogólnie była to mała budowla w porównaniu z innymi na terenie internatu. Szliśmy długim korytarzem aż do ogromnych rzeźbionych drzwi.
   -No, dalej nie mogę wejść. Chyba sobie poradzisz?- zapytał.
   -Jasne-odpowiedziałam i pchnęłam wielkie drzwi.
   Przy wielkim stole siedziało siedem osób. To prawdopodobnie była ta rada. Były tam istoty z różnych krajów. Chińczycy, Murzyni, Indianie.
   Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na ścianach widniały wspaniałe obrazy, portrety i cenne płaskorzeźby. Przez wielkie okna wpływało światło księżyca. Nie było tam żadnych lamp. Tylko świece.
   -Siadaj, drogie dziecko- powiedziała kobieta siedząca na końcu stołu wskazując krzesło obok niej. Była piękna, choć miała jaskrawo rude włosy i zielone jak trawa oczy. Z jej twarzy nie dało się za dużo wyczytać. Była jednocześnie zdenerwowana jak i szczęśliwa.Była swietoczą.- Musimy ci wiele wytłumaczyć.


4 komentarze:

  1. Wow, ciekawe, przeczytałam na razie tylko ten rozdział, ale zaraz zabieram się za pozostałe, no i czekam na następny :D Alex jest takii słodki <3

    Pozdrawiam, i zapraszam do mnie,
    http://sny-aniola.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział ... nie spodziewałam się tej przebitej strzały i myślałam że już prawie po niej ;p teraz mam jeszcze nowsze pytanie bo wydaje mi się że Alex się w niej zakochał i będzie trójkąt .. I like it :D. fajnie się czyta takie rzeczy gdzie jest strach , krew , miłość itp .

    OdpowiedzUsuń
  3. aha no i dopatrzyłam się pewnego błędu - o ile dobrze pamiętam to w 1 rozdziale pisałaś że główna bohaterka ma brązowe loki a w tym że ma długie czarne włosy .. może przefarbowała no nie wiem, jednak ta druga opcja mi się o bardziej podoba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, już zmieniłam! Bez cb nie wiedziałabym nawet, że zrobiłam błąd...
      Dziękuję, że czytasz moje opowiadanie!

      Usuń