wtorek, 12 listopada 2013

VI

    -Opisz mi każdego z rady. Muszę sobie ich wyobrazić. Rany jakie to ciekawe!- Mar nie mogła doczekać się mojej odpowiedzi.
   -No dobra...- byłam już zmęczona.-Jest Sophie, nie ma ona żadnych mocy, ale jest najsilniejsza, to ta ruda Szkotka o zielonych oczach , po niej są jeszcze dwie swietocze: Aya i Eri. Aya to murzynka o pięknej urodzie, a Eri pochodzi z Japonii. Też są silne, ale nie aż tak jak Sophie. Po nich jest Indian Tukada. To najsilniejszy wilkołak na świecie. No i jest jeszcze Amerykanin William, to wampir. To już wszyscy.
   -A co ci powiedzieli?
   -Sophie powiedziała, że jestem jedyną swietoczą z jakimiś mocami na świecie. Jestem ich jedyną nadzieją, bo złe wampiry coraz częściej atakują naszych ludzi. Będę musiała pokonać ich władcę to może ataki ustaną, ale najpierw będę musiała poćwiczyć, bo jeszcze nie umiem panować nad swoją mocą.
   -A jaką ty masz moc?- Mar była zdziwiona.
   -Panuję nad energią, a tak przynajmniej powiedziała Aya. Na przykład nad prądem.
   -Aha. Wierzysz im?
   -No, chyba tak. Ostatnio gdy byłam wściekła na Dominika to lampy pękały. A właśnie, co z nim? Ostatnio widziałam jak dostał z kolanka w brzuch.
   -Należało mu się, ale czule się dobrze. Miał poczucie winy, ale jak usłyszał, że wyzdrowiałaś, to od razu o tym zapomniał.
   -Warto wiedzieć - byłam trochę zaskoczona. Nie sądziłam, że stać go na poczucie winy.
   -Mówiłaś, że członkowie rady pochodzą z różnych krajów, więc jak z nimi rozmawiałaś?
   -Mieli swoich tłumaczy. Jutro zaczynam szkolenie. Sophie będzie mnie uczyć. Już się boję.
   -Nie masz czego - pocieszyła mnie. Miała tak wielki uśmiech na twarzy, że od razu zrobiło mi się cieplej na duszy.
   -Tukada jeszcze mówił coś o jakimś przeznaczeniu… i o jakimś bogu wampirów czy coś… wiesz, on jest mocno wierzącym Indianinem. Mówił, że jakiś Sante mnie wybrał, gdy się urodziłam.
   -A kto to Sante?
   -Jakiś zwierzchnik tego boga… Osobiście w to nie wierzę, ale jednak coś w tym jest… A tak w ogóle to złapali tych, którzy do mnie strzelali?
   -Nie niestety uciekli- spochmurniała. -Ale wiedzą kto to zrobił, więc prędzej czy później…- nie dokończyła. Wiedziała, że myślimy o tym samym.
   Około północy poszłyśmy na lunch. Znowu usiadłyśmy przy tym samym durnym stoliku, którego powoli zaczynałam nienawidzić. Oczywiście dołączyli bliźniacy i przyjemnie nam się rozmawiało. Było super dopóki Dominik nie podszedł do naszego stolika. Wtedy od razu zaległa nieprzyjemna cisza, której tak próbowaliśmy uniknąć. Dominik popatrzył na mnie, a potem na resztę. Spuścił wzrok po czym zawstydzony zapytał:
   -Zuza, możemy porozmawiać w cztery oczy?
   -No jasne- wstałam i wyszłam z nim z jadalni. Powietrze jak zawsze było czyste i chłodne. Wiatru wcale nie było.
   Oparłam się o ścianę budynku, a on zrobił to samo. Milczeliśmy przez dłuższą chwilę po czym powiedział:
   -Przepraszam.
   -Za co?- zapytałam głupio.
   -Za moje zachowanie. Gdyby nie ja to nic by się nie stało. To przeze mnie wybiegłaś… Jaki ja jestem głupi… -prychnął.
   -To nie twoja wina- zapewniłam.- I tak chciałam iść do pokoju… A w ogóle po co mi to mówisz? Przecież mnie nie lubisz… Sumienie cie gryzie?
   -Nie, ja po prostu… Nie wiem. Chyba cię trochę polubiłem. Nie jesteś aż taka zła jak myślałem…
   -Więc, co? Zakopiemy topór wojenny?
   -Niech będzie. Ale jak mi podpadniesz…- przejechał sobie palcem po szyi i oboje wybuchliśmy śmiechem.
   -Chodź, idziemy z powrotem do stołówki.
   -Nie, czekaj –złapał mnie za dłoń. Jego była gorąca, a moja przemarznięta z zimna. –Chciałbym Ci pokazać moje ulubione miejsce. Pójdziesz ze mną?
   -Tak.
   -Ale muszę ci zakryć oczy.
   -No dobra -uśmiechnęłam się.
   Gdy już byliśmy na miejscu odsłonił mi oczy i zobaczyłam, że jesteśmy w jaskini. Nie jakiejś tam jaskini. Ta była ogromna. Na środku znajdowało się duże jeziorko. Woda w nim była turkusowa i  dalej od brzegu robiła się ciemniejsza. Nie było tam stalagmitów i stalaktytów. Na górze świeciły miliony niebieskich świetlików, które wyglądały jak migoczące gwiazdy rozsypane po niebie.
   Podeszłam bliżej jeziorka i poślizgnęłam się. Dominik chciał mnie złapać, ale oboje wpadliśmy do wody.

1 komentarz:

  1. Boże..
    jakie słodkie zakończenie <3 aż zachichotałam .. pięknie opisane. z rozdziału na rozdział coraz fajniejsze ... jednak opowiadanie bez miłości jest jak sucha buła , ja sama mam pomysły na 3 opowiadania i chciała bym coś napisać jednak nie mam tego daru co ty .. zazdroszczę..

    OdpowiedzUsuń