środa, 20 listopada 2013

VIII

  Szczęście szybko mnie opuściło, gdy dowiedziałam się, że będzie sprawdzian z likantropii, a musiałam jeszcze nadrobić dwa tygodnie nieobecności. I znów szkolna rutyna…
   Poszłyśmy z Mar na lunch i było nawet zabawnie. Ludmiła oczywiście wszystko popsuła.
   -No, no nasza swietocza!- Ludmi była najwredniejszą dziewczyną w szkole. Oczywiście miała przyjaciółeczkę, która załatwiała za nią prawie wszystko. Tak jak pies na posyłki.- Nie myśl sobie, że coś znaczysz, bo ja żądzę w tej budzie i wszyscy robią to co ja chcę. Nie pozwolę, żeby jakaś niezdara, która co rusz leży w szpitalu budziła większe zainteresowanie niż moja osoba!- Podniosła kubeczek z colą w środku i wylała go na moją bluzkę, a ja nie zastanawiając się długo chwyciłam sok pomidorowy Marceli i zrobiłam to samo.
   Czy we wszystkich szkołach muszą być takie wredne lale?
   Blondynka o długich włosach zrobiła się cała czerwona, a w jej niebieskich oczach czaiła się nienawiść.
   -Papa! Miłego dnia życzę! –powiedziałam.
   -To jeszcze nie koniec!- krzyknęła jej przyjaciółka. Chyba nazywała się Agnieszka. Miała krótkie, proste, czarne włosy i brązowe oczy. –Pożałujesz tego! – Za plecami Ludmiły uśmiechnęła się do nas i uniosła kciuki do góry. Mrugnęła do Łukasza siedzącego obok Marceli i pobiegła za Ludmiłą.
   Byłam cała mokra, wiec poszłam do pokoju się przebrać. Po drodze spotkałam Dominika. Przywitałam go, ale on tylko mnie minął i nic nie odpowiedział. Stanęłam i odwróciłam się.
   -Dominik!- krzyknęłam za nim.
   -Tak? –obrócił się w moją stronę.
   -Unikasz mnie?- zapytałam spokojnie.
   -Nie… ja tylko… -nie wiedział co powiedzieć, spuścił wzrok.
   -Dlaczego? Przecież mówiłeś, że jesteśmy przyjaciółmi, a teraz mnie unikasz! –nadal nie odpowiadał, wiec mówiłam dalej. –Myślałam, ze mnie lubisz, ale widocznie się pomyliłam…
   -Zuzka, zaczekaj…- powiedział, gdy już odchodziłam. –Naprawdę cię lubię, ale muszę przemyśleć parę spraw i muszę zrobić to w samotności.
   -Dobra… -powiedziałam i weszłam do internatu dla dziewczyn.
   Wróciłam na lekcje i dzień jakoś minął. Gdy szłyśmy z Mar do pokoju Allan ją zaczepił i długo rozmawiali, a mi się nie chciało na nią czekać, więc wędrowałam dalej. W oddali zauważyłam Alexa opierającego się o drzewo nieopodal fontanny. Był taki smutny. W zasadzie to już dwa tygodnie miał taka minę. Podeszłam do niego i zapytałam:
   -Hej, co się stało?
   -Nic…- odpowiedział w zamyśleniu.
   -Jak to nic? Przecież widzę… Coś cię trapi od dwóch tygodni.
   Po chwili zastanowienia powiedział:
   -Podoba mi się taka jedna dziewczyna, ale ona chyba woli innego…
   -A skąd to wiesz? Dała ci kosza?
   -Nie, ona o tym nie wie…
   -Dlaczego? Jak jej nie powiedziałeś, to skąd możesz wiedzieć czy woli innego?
   -Mam takie przeczucie…
   Dopiero teraz dotarło do mnie co przed chwilą powiedział i zdałam sobie sprawę, że jestem o niego strasznie zazdrosna.

3 komentarze: