czwartek, 16 stycznia 2014

XII

   Gdy przenosili mnie z powrotem do pokoju byłam w pełni świadomości. Myślałam, że po takim bólu padnę jak zabita, ale nic się ze mną takiego nie działo. Czułam tylko jakbym przez cały dzień była na siłowni. Wszystkie mięśnie mnie bolały. Z jednej strony byłam zdziwiona, że zanieśli mnie do pokoju, ale z drugiej cieszyłam się, że nie muszę znów leżeć na twardym łóżku szpitalnym. Ciekawe jak czuł się Dominik, gdy Kevin skręcał mu kark. Odkąd wstałam tylko raz pomyślałam o nim. Miałam teraz wyrzuty sumienia. Tak w zasadzie to do teraz nie wiem czy coś do niego czułam czy nie. Może to było tylko zauroczenie? Nie wiedziałam co o tym myśleć. Co prawda za dobrze go nie znałam. Nie wiedziałam co lubił, czego nienawidził, czy miał jakieś alergie… Na początku zachowywał się jak dzieciak, ale później się zmienił. Nie wiem, ale miałam takie dziwne wrażenie, że ukrywa się za kamienną maską, nie chce okazywać uczuć. Moim zdaniem jego „przemiana” nastąpiła za szybko. Ludzie tak z dnia na dzień się nie zmieniają. Co prawda my nie jesteśmy ludźmi, ale fakt to fakt. Powiedziałam do niego, że między nami zaiskrzyło tylko dlatego, że było mi go żal. Biedak myślał tygodniami czy coś do mnie czuje czy nie i w końcu odważył się zapytać. Nie mogłam mu odmówić. Chociaż z drugiej strony wszystkie dziewczyny za nim latały, więc jakaś na pewno by go pocieszyła. Tak. Przemyślałam to i myślę, że nic do niego nie czułam. A ta sytuacja w jaskini… Byliśmy zbyt blisko siebie i to tyle.
   Nagle do pokoju weszła szczupła kobieta w krwistoczerwonej sukni. Alex rozmawiał z nią, kiedy zanosił mnie do pokoju. Tak, to z pewnością była ona. Miała około dwadzieścia lat. Spojrzała na mnie ciepłym spojrzeniem i od razu humor ociupinkę mi się poprawił. Pomarańczowy odcień jej oczu sprawiał, że człowiek zapominał o wszystkich dołujących problemach. Miała długie, grube blond włosy, które opadały niczym szaty na jej nagich plecach. Jej czerwone usta wykrzywiły się w przyjaznym uśmiechu. Podeszła do mojego różowego łóżka. Dopiero teraz zobaczyłam jaka jest wysoka. Z daleka można byłoby powiedzieć, że to patyk owinięty czerwonym materiałem. Usiadła na krześle. Domyśliłam się, że kiedyś była tancerką, ponieważ zrobiła to z takim wdziękiem, jakby była piórkiem, a nie wampirem. Założyła nogę na nogę, a ja spostrzegłam czerwone balerinki na jej smukłych stopach.
   - Witaj w mojej szkole Zuzanno – odezwała się pierwsza. – Bardzo się cieszę, że w końcu tutaj dotarłaś. Czekałam na ciebie od wieków.
   - To Pani wiedziała, że tu przybędę od kilku setek lat? Jak to możliwe?
   - Nie mów do mnie „pani”, tylko Lilith. Tak wiedziałam – uśmiechnęła się szczerze. – Mamy tu coś w stylu wyroczni, która przepowiada przyszłość malując obrazy. Na jednym z nich była dziewczyna, która trzymała w rękach „Miecze Endu”. Tylko swietocze mają prawo je trzymać – tłumaczyła.
   - Co to są te „Miecze Endu”? – Zapytałam. Usiadłam ostrożnie na łóżku, jakby ból miał za chwilę powrócić.
   - Są to miecze wykonane z czystego rodu. Zaczarowane miecze. Zabiją każde stworzenie istniejące w naszej galaktyce. Od zombie, aż po różnego rodzaju duchy. Wbijesz komuś takie coś w serce i po pięciu sekundach traci życie. Te miecze wykuto i zaczarowano na polecenie największej ze swietocz, Azary. Przed śmiercią ukryła je na jednej z wysp Florydy. Może znaleźć je tylko inna swietocza. I jesteś nią właśnie ty.
   - Uwierzyłam już we wiele rzeczy, ale to przekracza granice rozumu… - na serio mnie zaskoczyła.
   - Tak, nasz świat jest bardzo skomplikowany – westchnęła. – Pewnie ciekawi cię twój nagły atak? Już ci wszystko tłumaczę. Pewnie niewiele wiesz o swietoczach i innych stworach. W życiu każdego wampira, wilkołaka czy swietoczy jest taki okres, który pospolicie nazywamy „rozkwitem”. W przypadku wampira, zaczyna mieć ochotę na krew, wyrastają mu kły, które oczywiście może schować. Wilkołaki przechodzą wtedy pierwszą przemianę, a swietocze… To jest trochę bardziej skomplikowane. Są trzy etapy „rozkwitu” takiej osoby. Pierwszy to właśnie ból w klatce piersiowej oraz powiększenie się kłów.
   Słysząc to od razu dotknęłam palcem zębów, aby sprawdzić czy nadal mają przerażający rozmiar.
   - Nie martw się. Możesz chować swoje kły tak samo jak wampiry. Drugim etapem jest wyolbrzymianie emocji. Jeśli jesteś smutna to czujesz się dziesięć razy gorzej niż zwykle, a jeśli jesteś wesoła, to masz uczucie jakbyś właśnie się naćpała. Trzecim i najgorszym etapem jest zabójstwo. Zabijesz bez najmniejszych skrupułów pierwszego człowieka jakiego spotkasz na swej drodze. Wyssiesz mu krew po czym twój rozkwit się zakończy i będziesz stu procentową swietoczą.
   - Zabiję człowieka?! Ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła! – wybuchłam.
   - Twój instynkt zwierzęcy będzie panował nad ciałem i nie będziesz się wtedy zastanawiać co dobre a co złe. Będziesz robiła to co każda swietocza w trzecim etapie „rozkwitu”.
   Gdy doszłam do siebie Dean zaprowadził mnie na lekcje. Mówiłam mu, że jestem już dużą dziewczynką i że sama mogę iść, ale on był uparty. Na szczęście okazało się, że przydzielili mnie do tej samej klasy co Mar. Niestety nigdzie nie widziałam Alexandra. Po lekcjach poszłyśmy z przyjaciółką na stołówkę, a ja musiałam rozpocząć niemiłą rozmowę.
   - Dlaczego nie reagowaliście, gdy pochwycili Dominika?
   Jak usłyszała to pytanie od razu mina jej zrzedła i spuściła wzrok.
   - Odpowiesz mi czy nie?
   - Grozili nam! – podniosła głos. – Nie chciałam, aby znów coś się stało Allanowi – spojrzała na niego. – I tak mnie nieźle wystraszył, gdy był ranny.
   - To nie zmienia faktu, że nawet nie uroniłaś jednej łzy… Nic – spojrzałam na talerz z frytkami.
   - Zuza…
   - On był naszym przyjacielem Mar! – wybuchłam. – Zresztą, co cię to obchodzi. - Wstałam, wzięłam plecak z książkami, który wcześniej dostałam od Deana i oburzona wyszłam ze stołówki. Nawet za mną nie poszła.
   Po drodze do pokoju przypadkiem wpadłam na Alexa.
   - Coś się stało? – zapytał widząc moją minę.
   - Tak – powiedziałam i zaciągnęłam go do schowka, który już wcześniej sobie upatrzyłam. Zamknęłam za sobą drzwi.
   Patrzył na mnie jak na głupią, a ja rozryczałam się i wtuliłam w jego ramiona. Gdy chwilę już tak staliśmy, jednym szybkim ruchem podniosłam głowę i przytknęłam swoje słone od łez usta do jego pięknych warg. Nagle odsunął się ode mnie. Spojrzałam mu w oczy ze łzami.
   - Nie jestem zainteresowany – powiedział z przykrym wyrazem twarzy. Spuścił wzrok.
   -Ale przecież… myślałam, że… Mogłeś chociaż dać mi jakieś sygnały, że nie jesteś zainteresowany! Może wtedy bym się tobie nie zakochała! Dlaczego wtedy tak się na mnie dziwnie patrzyłeś?! I mówiłeś, że podoba ci się jakaś dziewczyna! Myślałam, że chodzi o mnie! Jak mogłeś?! – Już chciałam wyjść ze schowka, gdy złapał mnie za rękę.
   - Zuza… - powiedział spokojnie – ja jestem gejem.
   Jeszcze gorzej. Byłam zakochana w geju. Uczucia buzowały we mnie. Chciałam mu solidnie przyłożyć, ale się powstrzymałam. Mógł mi chociaż powiedzieć…
   - Nie, ty nim wcale nie jesteś. Nie zachowujesz się jak oni, nie mówisz jak oni, nie ubierasz się jak oni… Przecież mówiłeś, że podoba ci się jakaś dziewczyna…
   - Miałem wtedy na myśli chłopaka… - widziałam jak oblał go krwisty rumieniec.
   - Dlaczego mi nie powiedziałeś? Przecież jesteśmy przyjaciółmi, a ja może bym się nie…
   - Bałem się twojej reakcji. A udawanie, że nie jestem gejem mam bardzo dobrze wyćwiczone. Nie chcę, aby inni o tym wiedzieli.  – Na chwilę zamilkł, po czym dodał - Mam nadzieję, że dalej jesteśmy przyjaciółmi…
   Tak, to prawda. Kocham się w geju!
   - Nie mam nic do homo, ale to nie zmienia faktu, że mi nie powiedziałeś.
   Wyszliśmy ze schowka nic nie mówiąc.